Jazda po bandzie

climb-2082089_640

(Mk 1,14-20)
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Jezus przyszedł, a oni poszli za Nim. Łatwo i miło czyta się te słowa, często obojętnie, a przecież w rzeczywistości jest w tym zdaniu ogrom emocji. Bo jak to tak? Zostawili ojca i odeszli? Bo jak to tak? Piotr zostawił żonę i teściową i poszedł? Nie wiadomo na jak długo? Co to za synowie, co to za mąż? W tamtych czasach kobiety nie utrzymywały się same jak dzisiaj.

Poszli za Nim, bo poczuli w Nim coś wielkiego, coś niewyrażalnego. Mówili, że odkryli Mesjasza, ale pewnie sami nie rozumieli, co to tak naprawdę znaczy. Mimo to zaryzykowali. Powołanie apostołów nie było łamaniem ich woli. Poszli za Jezusem z własnego wyboru. On tylko wyciągnął rękę. Zawsze mogli odmówić, jednak poszli.

A dzisiaj? Ileż razy można usłyszeć, że ten, czy ów to fanatyk. Nie, nie dlatego,że wrzeszczy na ulicy przeciw komukolwiek, nie dlatego, że rzuca anatemami na myślących inaczej, ale dlatego, że na serio traktuje wiarę, że gotów jest dla wiary, dla Boga stracić.

Apostołowie nie wiedzieli, czym się to skończy. Owszem, mieli swoje wyobrażenia, ale co rusz Jezus stawiał ich w rzeczywistości, której się nie spodziewali. Często, gdzieś w głębi, wiara kojarzy się z takim ciepełkiem, spokojem i pokojem. Wszystko jest przewidywalne. Rano paciorek, w dzień starać się nie grzeszyć, wykonywać dobrze obowiązki, raz w tygodniu, albo nawet codziennie Msza Święta… Poczucie dobrego, chrześcijańskiego życia. Niestety mam złą wiadomość. To bardzo fałszywe wyobrażenie chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jest nieprzewidywalne, jest codziennie innym szaleństwem. Tak, szaleństwem, bo jak serio się to potraktuje, to dla wielu będzie się szaleńcem, fanatykiem, głupcem, albo naiwniakiem. Chrześcijaństwo to gotowość straty dla miłości, to odwaga działania na granicy błędu, gdy jest taka potrzeba. Poczytajmy historię, ilu tam świętych, których w pewnych okresach ich życia oskarżano o herezje.

W wierze nie ma utartych szlaków i bezpieczeństwa. Codziennie staję przed nowymi wyzwaniami i codziennie muszę podejmować decyzje. Nikt nie da mi recepty, bo każda sytuacja jest inna. Mam trzymać się przykazań, katechizmu, nauki wiary, ale jednocześnie nie wolno bać się popełnienia błędu. Jeśli będę miał w sobie lęk przed popełnieniem błędu, przed upadkiem, nigdy nie odważę się, by całkowicie pójść drogą Pana.

Jezus powołał mnie do życia w Jego Kościele. Dał mi rodzinę, wyznaczył drogę obowiązków. Jednak to wszystko nie może stać się wymówką przed robieniem czegoś więcej. Lubimy zamykać się w tym kręgu. Nazywamy to porządkiem miłości. Bzdura. Najważniejszym dla mnie człowiekiem na świecie jest, a w każdym razie, powinien być ten, którego w tej chwili mam przed sobą. Bo w tej chwili, w tym momencie mogę być przekazicielem Ewangelii, w różny sposób, albo niezdatnym narzędziem.

Nie jesteśmy powołani do domowego ciepełka, do życia w twierdzy naszych domów i kościołów. To, co mamy, ma być punktem wyjścia, miejscem wytchnienia. Później jako jednostka i jako rodzina, czy też wspólnota, mamy wyjść do świata, w nieznane z Dobrą Nowiną.

A że może być różnie? Tak. Czasem będą wspaniałe wyniki, czasem klęski, a czasem można podle się ubrudzić. Bo wiara jest nieprzewidywalna, bo nasz Bóg nie jest schematyczny, bo gdy się naprawdę chce coś robić, popełnia się też błędy. Lecz z błędów wyciągnąć należy wnioski i iść dalej. On wyciąga rękę. Nie wiem co mnie spotka, ale chcę iść za Nim. Wiem, że to „jazda po bandzie”, że nie raz jeszcze wyląduję w rowie. To nic. On mnie wyciągnie, bo tylko z Nim i dla Niego mogę coś zrobić, coś, co ma sens. Przecież miłość, prawdziwa miłość to jedno, wielkie szaleństwo i „jazda po bandzie”.

Feliks

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s