Czułość Boga

Można przywyknąć do ciepłej atmosfery Bożego Narodzenia i nieco zgubić istotę tego święta. Warto na chwilę zatrzymać się, spojrzeć na żłóbek, pomyśleć, co naprawdę się stało. Zawsze zadziwia mnie narodzenie Chrystusa, zawsze patrzę na szopkę z niedowierzaniem, a właściwie w swego rodzaju szoku.

Oto Bóg wszechmogący, stwórca wszechświata, stał się człowiekiem, niemowlakiem, którego trzeba karmić i przewijać, którego można wziąć na ręce. Wyobrażasz sobie? Trzymasz Boga na rękach… Stał się całkowicie zależny od ludzi, od ich, naszej miłości lub obojętności.

Czego potrzebuje dziecko? Tylko pokarmu i miłości, czułej miłości. Czego oczekuje Bóg? Dokładnie tego samego i właśnie dlatego stał się człowiekiem. Boga nie widzę, lecz mogę go poznać w Jego dziełach, a najbardziej mogę Go spotkać w drugim człowieku.

Jezus mi pokazuje, że On jest właśnie tam, w drugim człowieku, że przede wszystkim, spotykając kogoś, mam najpierw zobaczyć w nim, w niej, Jego. Gdy to sobie uświadamiam, gdy staram się widzieć przed sobą Boga w świątyni jaką jest człowiek, inaczej traktuję spotkaną osobę, bez względu na to, kim jest. Jeśli przed oczami najpierw widzę Boga, to nie mogę okazywać pogardy, obojętności, niechęci, nawet jeśli człowiek jest wielkim grzesznikiem. A czego oczekuje ode mnie Bóg w drugim człowieku? Pokarmu i miłości, czułej miłości.

Miłość nie jest uczuciem, jest wyborem, decyzją. Kocham, bo tak chcę, tak postanowiłem. Miłość każe mi zadbać o potrzeby drugiego człowieka, każe mi, składać dar z dobrego słowa, ze zrozumienia, bez osądów i potępiania. To nie jest łatwe, bo nie może być łatwo zobaczyć Boga w zbrodniarzu z ISSIS, w złodzieju czy pedofilu. Nie łatwo widzieć Boga w kimś, komu podało się rękę, a w podzięce dostało się oszczerstwo i kłamstwo. Miłość nie jest łatwa, dlatego ma tak wielką wartość, dlatego potrafi zmieniać wszystko.

Bóg pragnie czułości, czekając na mnie w drugim człowieku, Bóg czeka na mnie w Eucharystii. Kolejny cud, kolejny sposób oddania się Boga w ludzkie ręce. Niesamowity jest nasz Bóg. Nie brzydzi się brudną stajnią naszych serc, nie brzydzi się przyjść na świat wśród grzeszników, takich jak ja.

Myślę teraz o tych wszystkich, którzy budzą we mnie gniew i widzę już nie ich, ale oczy Jezusa, oczy szkliste od łez, oczekujące ciepła, czułości, kochania.

Jest też we mnie… niesamowite… i we mnie czeka na miłość…

Feliks Grywaldzki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s