Mój pomysł?

Wątpię więc jestem (tu)

(Mt 18, 21-35)
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Panie! Od środy prosiłam Cię o jakiś znak, o to, byś mnie utwierdził w tym, co chcę zrobić, byś niejako pobłogosławił mojemu zamysłowi. Nie, nie przemawia przeze mnie pycha, gdy mówię że wiem, że jestem pewna tego, że mój pomysł jest dobry.  Ty wiesz dlaczego. No właśnie…. Mój pomysł? Czy to naprawdę był mój pomysł? Czyż ja sama nie spędziłam 38 lat życia nawet przez chwilę nie spojrzawszy w ten fragment duszy czy serca? Tak. Tak właśnie było. Od dwóch mniej więcej lat czuję że nie jestem sama, że Bóg jest przy mnie. Czy wobec tego mogę powiedzieć że to był MÓJ pomysł? Nie, raczej nie… Boże! To było Twoje działanie, ja tylko musiałam pokonać swoje…. Strachy, koszmary z zakątków pamięci, lęki przed odrzuceniem, wyśmianiem, przed złym zrozumieniem moich intencji. To, co zrobiłam, nie było łatwe. Właściwie dziękuję Ci  Boże, że nie dałeś mi tego czytania wcześniej, gdy tak prosiłam Cię o upragniony znak. Ty wiedziałeś, i ja teraz już wiem, że musiałam zrobić to sama. To musiała być moja decyzja. Nie chciałeś być jak namolny rodzic ze swoim „idź już spać” czy „bierz się za lekcje”. Wystawiłeś mnie na próbę, chciałeś sprawdzić, czy jestem już na tyle „dorosła”, by wiedzieć samemu jak się zachować. Dziękuję. Natomiast ów znak, który zesłałeś mi  „dzień po”, każe  jedynie tym bardziej wierzyć w to, że postąpiłam słusznie.

Anna

Reklamy

Targowisko

Dzisiaj nam się wydaje, że niemal wszystko można jakoś załatwić, zorganizować, dać sobie radę. Coś ubierze się w prawo, przepisy, wyznaczy drogi, nienaruszalne reguły i wszystko powinno działać. A nasz Bóg niczego nie załatwia, idzie w milczeniu na Golgotę. Miłość – niby przegrana. Nawrócenie rozciągnięte w czasie. On czeka cierpliwie. A my chcielibyśmy często handlować. Coś za coś, bo muszę zasłużyć, bo muszę zrobić coś dla Boga. Jakże często spotyka się taki handel, jak często widzę to w sobie, że aby zbliżyć się do Niego, muszę najpierw zasłużyć.

Jezus oczyszcza swoją świątynię, czyli mnie, z takiego handlu. On nie czeka na moją zasługę, na moje dary, a jedynie na odpowiedź na Jego miłość.

Wielki Post jest dobrym czasem, by oczyścić targowisko mojej duszy i na nowo uczynić je świątynią Boga.

Feliks Grywaldzki

Nie sądźcie

Nie sądźcie

(Łk 6, 36-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

Wiara i praktyki religijne są niezwykle ważne. One budują we mnie prawdziwe człowieczeństwo, kieruję myśli i postępowanie ku Bogu. Każdy człowiek ma zapisane w sercu dobro, ale wiara potrafi to dobro nie tylko wydobyć, ale też bardzo wzmocnić. O ile wiara kieruje się zawsze ku źródłu, bo jeżeli zbłądzi w stronę wypełniania nakazów i zakazów, dążenia tylko do tego, aby być w porządku, to nie na wiele się zda. Słowa tej Ewangelii zawsze zmuszają mnie do zastanowienia i zachęcają do zmiany myślenia. Continue reading „Nie sądźcie”

Moja krzywda

(Mt 5, 20-26)

Kochać kogoś, kto wyrządził mi krzywdę, kłamał, obrzucił oszczerstwem? Kochać złoczyńcę przed którym nie mam jak się obronić? Modlić się za kogoś, kto nie chce nawet słyszeć o tym, że dopuścił się zła i chodzi nadal w glorii sprawiedliwości, okryty obłudą? Jezu!!! Moja krzywda pali moje serce jak żywy ogień, a Ty mówisz, że nie mogę być prawdziwym Twoim synem jeśli nie pokocham tych ludzi? To wydaje się okrutne.
Continue reading „Moja krzywda”

Bywam jak poganin

„Jezus powiedział do swoich uczniów: „Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie.” Skąd ja to znam? Gdy tylko wchodzę do kościoła, jeszcze nie zdążę uklęknąć, przeżegnać się, a już bombarduję Boga setkami spraw i problemów. Mówię do Niego tak, jakby był kimś odległym, kimś schowanym w swoim świecie, kimś komu muszę wszystko po swojemu wyjaśnić, bo… Bo co? Bo nie zrozumie? Czasem łapię się na takiej właśnie modlitwie. Mówię i mówię, a przecież Bóg doskonale zna mnie i wszystkie moje sprawy. On wie, czego mi potrzeba. Niestety bywam poganinem.
Continue reading „Bywam jak poganin”

Pustynia

Pustynia, miejsce oddzielenia od świata, inne niż to, co otacza mnie codzienne. Trzeba czasem odejść na pustynię, oddzielić się od codzienności, ale trzeba pamiętać, że pustynia jest miejscem suchym. Tu jestem tylko ja i tylko to, co mam w sercu. Wtedy jak na dłoni widzę moje braki, brak duchowej strawy i „żywej wody”. Może zrodzić się pokusa aby zapełnić ten brak byle czym. Jednak nie po to wychodzę na pustynię. Tu jak na dłoni widzę, że jestem całkowicie zależny od Boga. Bez Niego szybko zamienię się w pustynny pył. Ta świadomość otwiera mnie na Jego łaskę, pokornieję, widzę prawdę o sobie, ale jednocześnie czerpię z jedynego źródła, które nie jest fatamorganą. Tym źródłem jest Jezus. Tym samym pustynia nie osłabia mnie, lecz wzmacnia. Mogę wrócić do świata, mam wtedy siłę, aby nieść Miłość wlaną mi przez Ducha Świętego.

To daje pustynia. Z jednej strony jest to niebezpieczne, bo może mnie przerazić prawda o mnie, z drugiej strony, gdy tą prawdę przyjmę, będę gotowy na przyjęcie Bożej miłości i świadczenie o Nim w świecie.

To taka krótka refleksja na kanwie Ewangelii niedzielnej.

Feliks