Wątpię więc jestem (tu)

Po co chodzisz do kościoła? Pytanie często zadawane przez mniej/bardziej znajomych, przy różnych okazjach, gdy „wychodzi” że staram się praktykować na miarę moich możliwości. Co ciekawe, pytanie pada częściej o samo chodzenie niż o wiarę. „Po co wierzysz”? – To już dość hardcorowe pytanie, zadający musi liczyć się z tym, że ciężko jest znaleźć jakiekolwiek sensowne argumenty przeciwko wierze, przeciwko temu, że ktoś wierzy. Schematy myślowe typu „opium dla ludu” czy ” a za reformacji to…” pomińmy milczeniem, z ludźmi na takim poziomie nie warto dyskutować. No dobra, wiem, powinnam, mam to zapisane w moich powinnościach i obowiązkach jako Katoliczki. Zawsze powinnam dyskutować, nawracać, być Apostołem Dobrej Nowiny. Staram się, choć ciężko czasem… Continue reading „Wątpię więc jestem (tu)”

Reklamy

Ścieżki

Kilka myśli do niedzielnych czytań

Wyprostować Jemu ścieżkę. Tak, wielu powie, że trzeba się nawrócić, pójść do spowiedzi, przestrzegać przykazań, żyć pobożnie. To wszystko prawda, to wszystko trzeba zrobić, ale to tylko początek, pierwszy krok. Można tego przestrzegać idealnie i jednocześnie zastać zamknięte bramy Nieba. Zdarza mi się spotykać ludzi bardzo religijnych, a jednocześnie zimnych, pełnych osądzania, potępiania, złych myśli i słów o innych ludziach.
Wyprostować ścieżkę dla Boga, to pozbywać się złego myślenia o drugim człowieku, to starać się zrozumieć, nie potępiać, nie przyjmować pozycji belfra, który wszystko wie najlepiej. Prostować ścieżki dla Boga, to być otwartym i życzliwym dla tych, co nie chcą wierzyć jak ja, co czasem śmieją się z tego. Życzliwość, okazywanie miłości otwiera serce człowieka na Boga. A jeśli nawet nikogo nie przyciągnę, to moje własne serce stanie się bardziej czułe na ludzką biedę. I nie chodzi o biedę materialną, ale biedę duchową. Łatwo jest mówić, że każdy jest zdolny poznać prawdę. Jakże gładko te słowa przechodzą przez gardło, ale żeby tak się stało, ktoś musi stać się ścieżką tej prawdy.
Jak to ma wyglądać? Dokładnie tak, jak w Hymnie o Miłości św. Pawła. Bez życzliwości, cierpliwości, wyrozumiałości, łagodności, szczerości i miłości nie ma prawdziwej wiary.

Feliks Grywaldzki

Nowe otwarcie

 

Lubimy żyć przeszłością, zasługami minionych dni. Mnie się tak zdarza. Przykładem jest nasza strona parafialna. Byłem dumny z tego, co kiedyś udało mi się zrobić. Myśląc o nowej wersji strony, zamierzałem oprzeć się na tym, co już było. Przecież jest tam tyle pamiątek, tyle zdjęć, przeżyć, czy to wszystko ma iść na straty?

Pan Bóg ma swoje drogi i swoje plany. Pokazał mi to ostatnio bardzo dobitnie. Gdy w niedzielę, tydzień temu, zabrałem się znowu za prowadzenie naszej strony, w jednej chwili „padło” oprogramowanie. Nerwy, złość, gniew… Tyle wysiłku, tyle pracy z poprzednich lat uleciało w nieznane.

Pan Bóg czeka, aż człowiek się uspokoi i wróci do logicznego myślenia, do logiki wiary. A logika wiary jest prosta. Żyjemy tu i teraz, a przeszłość, choćby była najpiękniejsza jest tylko przeszłością. Moim zadaniem nie jest wspominanie, lecz tworzenie dobra, codziennie nowego dobra. Po drugiej stronie życia nie dają nagród za wspomnienia, ale za to czym żyję teraz.

Zabrałem się do budowania nowej strony. Czy będzie lepsza, inna… Nie wiem. Będzie tak, jak Bóg wykorzysta moje możliwości i jak sam zechcę pozwolić Mu prowadzić siebie.

To nie przeszłość prowadzi do zbawienia, lecz to, co robimy teraz, właśnie teraz. Właśnie dlatego w czytaniach z niedzielnej Ewangelii, wszyscy otrzymali taką samą nagrodę. Nie za przeszłość, lecz za to kim byli w chwili rozliczenia z Panem.

Feliks

„Dobrze widzi się tylko sercem”

(Kila myśli na marginesie Małego Księcia)

Przed wielu laty, gdy byłem bardzo młody, pochłaniałem książki jedną po drugiej. Czytałem też „Małego Księcia”. Nie zrobił na mnie wrażenia. Treść wydała mi się nudnawa. Gdy ostatnimi czasy padła propozycja wystawienia w parafii tej pozycji, podszedłem do tego bardzo sceptycznie.
Coś jednak się zmieniło, we mnie zmieniło. Gdy czytałem scenariusz, coraz bardziej zagłębiałem się w treść. Wcześniej „Mały Książę” kojarzył mi się z opowieścią dla dzieci. Teraz wiem, że to błąd. To opowieść bardzo, ale to bardzo dla dorosłych.
Postacie, które stanowią tło, pokazują wszystkie nasze wady. Nie chodzi o takie codzienne błędy, wady charakteru, ale o pewną ideę życiową. To wszystko samo w sobie wydaje się bardzo sensowne i logiczne, ale gdy spojrzeć z zewnątrz, oczami Małego Księcia, wygląda to inaczej, wręcz absurdalnie.
Nie będę przedstawiał wszystkich postaci, każdy może się sam z tym zapoznać. Moją uwagę zwróciły osoby takie jak Generał, Bankier, Pijak i Latarnik. Każdy z nich w ostatecznym rachunku okazuje się kimś żałosnym.
Generał wydaje się być kimś oddanym sprawie, żyje dla idei, dla idei gotowy jest umrzeć, a raczej wysłać na śmierć innych. Przyłóżmy tą postać do siebie. Jakże często rozglądamy się wokół w poszukiwaniu wrogów, okazji do walki. Agresję i niechęć do innych tłumaczymy sobie koniecznością obrony wartości takich jak Bóg, Wiara, Kościół, Ojczyzna itd. Nie zdajemy sobie sprawy, że taką postawą wobec drugiego człowieka sami czynimy go wrogiem. W imię wiary przeklinamy ludzi tylko dlatego, że mają czelność myśleć inaczej niż my. Moralizujemy, pokazujemy palcem grzech, a tak naprawdę grzesznika. Powiesz czytelniku, że tak nie jest? Pomyśl jak reagujesz oglądając wiadomości. Zobacz jak dajesz się wkręcać w absurdalne spory. Powiesz, że to ważne sprawy. Nie prawda. Spójrz na te ważne sprawy z poziomu Ewangelii, a okażą się nieistotnym marginesem życia.
Mały Książę odchodzi o tej postaci z wielkim niesmakiem.
Bankier to człowiek światowy. Ktoś, kto nie zajmuje się „bzdurami” takimi jak uczucia, miłość, wiara. To realista. Ważne jest tylko to, co można policzyć. Co tak często liczymy? Chcemy się dorabiać, to najważniejsze, nawet kosztem innych. Trzeba przecież mieć to i tamto. Po co trzeba? Dzisiaj to głupie pytanie. Po prostu trzeba. I tym sposobem zliczamy kolejne rzeczy do niczego nam nie potrzebne. Na to wszystko trzeba ciężko pracować. I tak kręci się kołowrót absurdu. Praca i wydatki, byle mieć, byle moje, byle więcej i więcej. Nie tylko pieniędzy i rzeczy. Zobaczcie jakim bożkiem, czczonym niczym Baal jest nauka, kolejne studia, dyplomy, bo przecież trzeba coś osiągnąć. Tylko po co? Czemu to ma służyć? Jeśli tylko mnie, jest całkowicie stratą czasu. Biegniemy za kolejnymi zdobyczami tracąc z oczu to, co jest najważniejsze.
Pijak to człowiek rozrywkowy. Przykład kogoś, kto ciągle ucieka przed samym sobą. Boimy się siebie, bycia z sobą w ciszy i zamyśleniu. Lepiej uciec w rozrywkę. Nie chodzi tylko o alkohol, ale o styl życia, zainteresowania. Nie bez powodu w stacjach telewizyjnych największym powodzeniem cieszą się głupawe seriale i jeszcze głupsze różnego rodzaju show. Do tego dodam jeszcze niezdrowe zainteresowanie sprawami innych, a najgorsze z tego są plotki, które nie rzadko niszczą czyjeś życie.
Latarnik, człowiek obowiązku. W pierwszej chwili patrzymy z podziwem jak stara się wywiązać z obowiązków w coraz trudniejszej sytuacji. Jednak już po chwili widać wyraźnie, że ta obowiązkowość jest absurdalna. To niemal dokładne odbicie wielu z nas. Nie żyjemy prawdziwym życiem, lecz prawami. Zapominamy, że prawa, kodeksy, przykazania są tylko drogowskazami, które mogą ułatwić znalezienie dobrej drogi. Zamiast tego przykazania, nakazy, zakazy stają się celem samym w sobie. Nie zauważamy, że to już nikomu i niczemu nie służy. Wystarczy posłuchać rozmów. Ileż w nich moralizowania, tanich rad, braku akceptacji, czy zrozumienia dla innych racji. Życie staje się udręką, koniecznością wypełniania praw, często takich, które sami sobie wymyślamy. Bóg dał nam tylko jedno prawo. Nie jest to prawo negacji jak wielu sądzi. Prawem tym jest miłość. Wszystko inne, dekalog, kodeksy, różnego rodzaju przykazania to tylko dodatek. Bez poważnego potraktowania prawa miłości, cały ten zestaw łącznie z Dekalogiem jest nic nie wart. To nie prowadzi do szczęścia i radości życia.
Człowiek potrzebuje relacji. Mały Książę zrozumiał to spotykając Lisa. Lis nie jest idealistą, nie żyje taką, czy inną ideologią. Jest z natury rzeczy postacią bardzo niejednoznaczną. Niejednoznaczną pod względem moralnym. Ale to właśnie on rozumie coś, czego inni nie chcą pojąć. W życiu potrzebujemy prawdziwej, szczerej relacji. Możemy to nazwać przyjaźnią, albo miłością. To są dwa słowa, które znaczą to samo. Miłość ma przecież wiele twarzy, sposobów wyrażania.
W tym momencie wracamy do początku, do spotkania Małego Księcia i Róży. Czasem jak Mały Książę, trzeba wyruszyć w daleką podróż, by odnaleźć to, co jest bardzo blisko. Dopiero w oddaleniu dostrzegł, że jest ktoś, dla kogo jest całym światem. Poznawszy świat, zrozumiał, że wszystkie jego sprawy, idee, prawa, pseudo obowiązki, cały ten kołowrót, to wszystko za czym tak pędzimy każdego dnia, nie jest warte tej jednej Róży.
Dla niej, a to znaczy, dla miłości, warto oddać dostatek, władzę, karierę, znaczenie w oczach innych. Dla miłości warto się ośmieszyć, warto stać się nikim w oczach świata. Ważne jest tylko to, aby w tych jednych oczach być całym światem.
Opowieść o Małym Księciu można też przełożyć na nasze życie religijne, bo każe się zastanowić co jest osią naszego życia. Czy nasze egoistyczne cele, gdzie wiara jest tylko dodatkiem? Czy ja sam, albo tylko moja rodzina, wspólnota itp.? Czy szukamy relacji tylko z takimi jak my? Czy osią życia jest miłość, gotowość straty, poświęcenie, czy też dajemy tylko ochłapy z tego co nam zbywa?
To wszystko może wydawać się banalne i może dlatego czasem trudne.
Mały Książę zrozumiał, że prawdziwe życie, szczęście realizuje się tylko w miłości i tylko w miłości rodzi się to, co wartościowe i trwałe. Poza miłością życie staje się uciążliwą fikcją, wegetacją w świetle słońca, którego się nie widzi.
„Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest nie widoczne dla oczu.” Continue reading „„Dobrze widzi się tylko sercem””